W sobotę wieczorem zostałam ciocią 10 małych różowych myszofasolek. Albo raczej złą wiedźmą bo czekam aż się utuczą xD Ale kusi założyć kolejny haremik dla ciągłości "dostaw" by mieć zapas dla tegorocznych łuskowatych maleństw. I tak w niedzielę jadę po kolejne (znów żywe, facet się nie może przełamać by je ubić :/) więc jak jakieś coś ładnego będzie w stadku to pewnie uda mu się przeżyć.
Dalej - akwa w obecnej formie zniknie, 33l zamieniam tymczasowo na niecałe 15l (coby tylko chwasty w wodzie były, kto wie czy jakiegoś betta tam nie wcisnę?), akwa sprzedaję i będzie takie ciut większe (na pewno 60cm długie, szerokie 30-40cm i tak samo wysokie). I wreszcie będzie mała Azja w wydaniu zimnowodnym (czyli z techniki będzie tylko mam nadzieję mało widoczna rurka od filtra) - kardynałki (fajnie by było dorwać weloniaste), może ze 2 cudaczki i krewetki. Z chwastów w planach same zwartki, może z niewielkim dodatkiem meszku i salwinii (salwinia to Azja? bo nie chce mi się sprawdzać).
A sysie rosną, czasu i kasy ostatnio brak by się zabrać za przeróbki szafek na terra. A przydało by się zdążyć jednak przed wakacjami coby pudła się zwolniły na kolejne dżdżownice.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz